Spencer

fot. źródło: niebywalesuwalki.pl

Czego może nauczyć się zwykły człowiek od żołnierza, który przeżył 20 lat w wojsku? Bardzo wiele. Przedstawię Wam kilka punktów, o których mówił mjr Rocco Spencer – emerytowany żołnierz amerykańskiej piechoty podczas spotkania dla przedsiębiorców w Siedlcach. Ten wpis piszę również dla siebie, ponieważ zamierzam często do niego wracać…

HUA! – ENERGIA!

Powyższy spot to było krótkie i nieoddające w pełni streszczenie tego, o czym mówi na swoich szkoleniach mjr Rocco Spencer. Zacznijmy jednak od początku. HUA! – o co chodzi? To słowo, które głośno wykrzyczane, było okrzykiem kompanii, której dowodził Spencer. Towarzyszyło im przy różnych okazjach. Służyło zarówno do wyrażania radości, jak ulżenia w porażce. Gdy pytał swoich kompanów – jak tam wczorajsza randka – odpowiadali mu – HUA Panie Poruczniku! Gdy sprawdzał morale kompanii po wyczerpujących bojach – HUA! – odpowiadali chórem żołnierze. Jak wspomina, nie raz uratował go ten okrzyk od trudnej sytuacji.

Opowiadał jak podczas jednej z wypraw na obcych terenach, w siarczystym deszczu i przeszywającym mrozie przeprawiali się przez gęstwinę leśną. W armii amerykańskiej zawsze jest żołnierz, który odpowiedzialny jest za targanie najcięższej broni. U nich w kompanii nosił ją najchudszy, najniższy, mały, niepozorny Azjata, dla którego już samo zadanie noszenia tej broni było nie lada wyczynem. Ale wróćmy do naszej historii. Wyobraźmy to sobie. Hektolitry wody spadające na głowę, zimno które sprawia, że odechciewa ci się żyć i ciemnica, która nie wiadomo gdzie prowadzi. Major opowiadał, że znalazł się w tak potężnym dole psychicznym, odechciało mu się wszystkiego. Pogoda, atmosfera tej operacji, wszystko sprawiało, że poczuł się jakby miał zaraz wezwać helikopter, aby go stamtąd natychmiast zabrali na wieki. Aż tu nagle, po kolei przechodzą obok niego jego kompanii – jeden po drugim. A na końcu mały Azjata. Zatrzymuje się przy dowódcy i patrzy na niego. Major podnosi zalane od deszczu nakrycie, a ten kurdupel do niego: HUA SIR! Jest dobrze! I nagle poczuł, że może zdobywać z tym chłopakami cały świat! Podkreślał jak ogromnie ważna w życiu jest energia każdego dnia. Jak pomaga nam to nawzajem się motywować i dodawać sił. Nikt nie pójdzie za człowiekiem bez życia, bez energii i wewnętrznej siły. Zachęcał, aby być energicznym niezależnie od tego, czy rano pokłóciłeś się z żoną, czy ktoś zbeształ cię na ulicy.

Odpowiedzialność

Dalej Spencer mówił o odpowiedzialności. Jeśli ktoś z nas nie jest odpowiedzialny za własne życie, jeśli nie potrafi wziąć się z życiem za bary, to niech nie startuje i nie aspiruje do roli lidera. Niezależnie od tego, czy będzie to bycie liderem we własnej rodzinie, czy bycie liderem jakiejś organizacji. Często lubię sobie powtarzać, że największy wpływ ma człowiek zawsze na samego siebie. Bardzo ciężko jest przewodzić innymi, jeśli sami błądzimy. Nigdy nie mamy gwarancji, że zmienimy słowa kogoś innego. Na siebie zawsze mamy największe oddziaływanie. Jak mamy być odpowiedzialni za innych, jeśli nie potrafimy być odpowiedzialni za siebie?

Amerykanin mówił, że dziś kryzys jest przedmiotem wielu dyskusji. Jednak kryzys tak naprawdę powinien inicjować zmianę dotychczasowego działania, wyjście ze schematu. Jeśli ktoś mówi, że jest kryzys w branży spożywczej, bo kataklizmy zniszczyły wszystko i ludzie nie mają czego zebrać ze swego pola, to oznacza to, że trzeba się przebranżowić. Być może ludzie nie będą kupować na potęgę jedzenia, ale większa umieralność sprawia, że jest większe zapotrzebowanie na usługi grabarskie. Wiem, że to ostry przykład, ale na szczęście dobrze zapada w pamięć i pozwala zmienić chorą mentalność. Kryzys daje nowe możliwości. Major samokrytycznie odniósł się do swoich umiejętności komputerowych i pytał retorycznie czy oznacza to, że ma zrezygnować ze swojej pracy, która wymaga od niego tych umiejętności? Nie. Oznacza to, że powinien zatrudnić człowieka od tych spraw, który za niego będzie realizował zadania na tym polu.

Misja, pasja, wartości 

Poczucie misji to absolutna podstawa, aby dobrze wykorzystać czas, który został nam dany. Człowiek bez misji prędzej czy później wypali się i straci ochotę na cokolwiek. Każdy z nas musi określić swoją misję życiową, każdy musi posłuchać samego siebie. Podobnie jest w przypadku firm. To nie są jakieś tam banialuki. To mądre zaplanowanie swoich działań i postawienie sobie celów, do których chcemy dążyć i które chcemy osiągnąć. Badania pokazują, że stworzenie planu zwiększa naszą efektywność niemalże o 1000%. Jestem przekonany, że podobnie jest w przypadku misji. Jeśli obranej drodze towarzyszy jeszcze pasja, to nic nie jest w stanie takiego człowieka zatrzymać. Dla takich ludzi każdy dzień pracy jest owocny. Nie patrzy się na zegarek do „upragnionej” godz. 16, aby wyjść i zapomnieć o wszystkim co miało dziś miejsce.

Mjr Spencer podkreślał ogromną rolę wartości, bez których życie jest znacznie trudniejsze i pozbawione sensu. Doradzał, aby wygospodarować sobie trochę czasu, aby w spokoju usiąść i zastanowić się nad wartościami, którymi chcemy się w życiu kierować. Wziąć czystą kartkę, długopis i napisać 10 zasad, których chcemy się trzymać przez całe życie. Nie więcej, nie mniej – 10. I postanowić sobie, że chociażby miałoby to mnie wiele kosztować, to będę robił wszystko, aby się ich trzymać, aby ich nie złamać. Wówczas człowiek ustrzeże się od szkodliwych odchyłów, będzie szedł jak przecinak prostą drogą do obranego celu. Przypomina to starotestamentalny Dekalog, który został ofiarowany narodowi wybranemu. Nie bójmy się być narodem wybranym. Pięknie porównał on szacunek do kartki papieru. Jego utrata jest jak zgnieciona kartka. Możesz go odzyskać, ale już nigdy nie będzie taki sam jak przed jego utratą. Dlatego jasno stwierdził, że zawsze najlepszym wyborem w trudnej sytuacji jest powiedzenie prawdy. Kombinatorzy nie mają szacunku albo szybko go tracą.

Nie ma zgody na porażkę

Godząc się na porażkę, zaniżasz sobie poprzeczkę. Oczywiście nie znaczy to nieumiejętności przegrywania. Chodzi tu o coś zupełnie innego. Major Spencer przytaczał tu prozaiczną historię, gdy wybrał się na kolację w Gdańsku do jednej z knajp, aby coś zjeść. Zamówił sobie lekko przysmażonego steka. Po chwili przychodzi kelner i podaje mu „zjarane” mięso na talerzu. Gość powiedział, że to chyba nie dla niego, bo on nie zamawiał smażonego steka, ale lekko przysmażonego. Kelner zdziwił się i odparł, że chyba nie jest on z Polski. (Tak na marginesie to zadziwiające, jak my Polacy „łykamy” wszystko co nam podadzą. Godzimy się na wszystko, aby się komuś nie narazić. Godzimy się na „mniejsze zło”). Potwierdził, że nie jest Polakiem i nie godzi się na takiego steka. Kelner w swej bystrości próbował jeszcze przekonywać, że w Polsce, tak właśnie wygląda stek lekko przysmażony. Mjr Spencer jasno wyraził się, że albo mu przyniesie to o co prosi, albo nie zostawi w tym lokalu złamanego centa. Porównał to do godzenia się z małymi porażkami, które później sprawiają, że godzimy się na coraz więcej. Najpierw godzimy się na drugie miejsce, później na trzecie, później na czwarte, aż wreszcie orientujemy się, że już w ogóle przestaliśmy się liczyć w stawce.

Dalej dowódca mówił, że jedno z najgorszych słów jakie zna to „gdyby”. Mówił, że wielu ludzi na nie cierpi. Ciągle żyje w melodii – gdybym wtedy…, gdyby mi się udało, gdybym to zrobił… itd. itd. Ludzie, którzy ciągle żyją powtarzając sobie tę mantrę, tak naprawdę próbują usprawiedliwić się przed sobą. To zupełne zaprzeczenie postawy proaktywnej, brania sprawy we własnej ręce. Mówił, że to bardzo charakterystyczne dla Polaków, że my lubimy narzekać, że brakuje nam nadziei. Jest na to jednak krótka recepta – narzekanie zastąp rozwiązaniem.

Kilka porad interpersonalnych 

Czy można poznać człowieka po tym jak chodzi? Mjr Spencer przekonuje, że tak. Już sama postawa ciała, nasz wzrok zdradza nas otoczeniu. Nawet jeśli ktoś zauważyłby, że jest to nieświadome. Bardzo ważny jest np. kontakt wzrokowy. To, aby patrzeć rozmówcy w oczy. Udowadniamy mu wówczas, że jesteśmy dla niego partnerami i nie ma tu żadnych nierówności. Często gdy chcemy wywrzeć na kimś wpływ powinniśmy patrzeć w jego oczy. Prowadzący zapewniał wszystkich panów, że nie oszukają kobiety swoim wzrokiem, że pod tym względem mają znacznie lepszy zmysł niż mężczyźni. Charakterystyczne dla prowadzącego spotkanie było podchodzenie blisko do pojedynczych uczestników i mówienie tak, jakby chciał on przemówić tylko do tej jednej osoby. Warto tak robić, gdy spotykamy się z ludźmi.

Drugą bardzo ważną rzeczą jest uznanie dla tego co robią inni ludzie, nawet jeśli byłyby to zwykłe czynności. Wspominał tu zwykłe historie, gdy jako dowódca kompanii potrafił zatrzymać się przed pracownikiem odpowiedzialnym za czystość i wyrazić uznanie dla tego co robi. Wystarczy krótkie i proste docenienie: Panie Smith, dziękuję za to, że dba Pan o czystość w naszej siedzibie. Rozmowa z ludźmi na niższych szczeblach niesie za sobą wiele innych walorów. Spencer przekonywał, że jeśli szef chce dowiedzieć się o prawdziwych problemach firmy, to tak naprawdę nie powinien on zlecać tego swoim kierownikom, którzy później zapytają o to pracowników. Powinien pójść i sam pofatygować się do tych ludzi i najzwyczajniej w świecie z nimi porozmawiać. Wielu kierowników ubrałoby to po drodze w taką wersję, aby szef miał wrażenie, że wszystko jest ok.

leader boss

Tak jak przekonuje powyższy obrazek, tak i przekonywał Major Spencer, że ogromnie ważne jest, aby lider umiał być wraz z zespołem na polu walki. Tym właśnie różni się lider od menedżera. Lider skupia się na wizji i ludziach, menedżer na celu i rzeczach. Dobrze zresztą wiedzieli o tym tacy liderzy jak Napoleon, jak Aleksander Wielki, czy chociażby William Wallace, którzy potrafili pociągnąć za sobą tysiące ludzi, biorąc czynny udział w wielu bitwach ze swoimi kompanami. Dobrze jest to pokazane w przypadku ekranizacji szkockiego powstania w filmie Braveheart. Przywódca, który jest ze swoimi ludźmi, który wie jak smakuje krew i pot, to przywódca, za którego towarzysze są w stanie oddać życie.

Zabawne było też przytoczenie przez niego sposobu na szybkie zmotywowanie pracowników do pracy. W ich siedzibie było kilka pięter. Podchodził on do asystenta, aby poinformował załogę o tym, że udaje się na 3 piętro, aby sprawdzić jak idzie praca. Podchodził do windy, wciskał piątkę i szedł na rozmowę z jednym z pracowników, mając świadomość, że na 3 piętrze praca już ostro wre.

Podkreślał również jak ważne jest modulowanie głosem, gdy chcemy coś załodze przekazać. Gdy mówimy o bardzo ważnych sprawach, to powinniśmy mówić wolno i bardzo głośno, naciskając na kluczowe słowa w tym przekazie. Zresztą sam był tego żywym przykładem w trakcie szkolenia. Major Spencer mówił, że bardzo często w Polsce jest postrzegany jako osoba arogancka i powiedział, że ludzie bardzo często mylą arogancję z pewnością siebie. Mówił, że lider musi być pewny siebie, w przeciwnym wypadku nikt za nim nie pójdzie. Mimo to wskazywał na jeszcze jedną ważną cechę jaką jest niewątpliwie pokora, czyli świadomość swoich słabych stron.

Problemy są jak zwłoki

Major idealnie trafił z porównaniem problemów do zwłok. Im dłużej je trzymamy, tym bardziej cuchną. Niezależnie od tego czy trzymamy je w przysłowiowej szafie, na strychu, czy zakopane w ogródku. Zwłoki pozostają zwłokami. Problemy pozostają problemami i powodują dyskomfort. Im wcześniej je rozwiążemy tym lepiej. To normalne, że pojawiają się trudności na naszej drodze. Kluczem jest zawsze posiadanie lub szybkie przygotowanie planu na ich rozwiązanie. Wspominał tu jedną z historii, gdy amerykańskie wojsko stacjonowało w niemieckiej bazie NATO. Niemieckiej – wiadomo – Ordnung muss sein! O godz. 8 miały rozpocząć się poranne działania. Major przyjechał pół godziny wcześniej, aby sprawdzić czy wszystko gra – odpowiadał za to. Okazało się, że większość spraw, które miały być przygotowane do ćwiczeń nie zostały załatwione przez podległego mu porucznika. Miał do wyboru – rozłożyć ręce i czekać na przyjazd znanego ze swej stanowczości generała, który chwilę po tym zwolniłby go ze służby, albo zacząć działać i rozwiązać te problemy. Szybko opracował plan i go wdrożył. Równo o 8 przyjechał generał. Major ze świadomością, że będzie to jego ostatnie odmeldowanie podszedł do generała, zgłosił istniejące problemy, przedstawił plan działania i zapewnił, że ćwiczenia bojowe rozpoczną się z półgodzinnym opóźnieniem. Generał spojrzał krzywym wzrokiem na niego i odszedł. Spencer zaskoczony… Zdziwił się tą reakcją i kilka lat później, gdy spotkał się z generałem już w zupełnie innych okolicznościach zapytał dlaczego nie został tego dnia zwolniony ze służby. Generał odpowiedział: bo miałeś plan, synu.

Stworzeni do zwycięstwa

wolf

 

 

 

 

 

 

 

Wiesz czyje to oczy? To wzrok ulubionego zwierzaka Spencera, którego nazywa swoim przyjacielem. Mówi on, że Matka Natura sprawiła, że bardzo wiele łączy człowieka z wilkiem, że mamy ten sam instynkt samozachowawczy. Stwierdza, że człowiek jest w stanie tak samo wiele znieść, aby obronić własne terytorium. Jesteśmy tym samym gatunkiem, o tych samych skłonnościach terytorialnych. Wilki tak mają, że jeśli pojawi się obca wataha na ich terytorium, to mało jest takich, którzy chcieliby wówczas spojrzeć im prosto w oczy. Mówił, że konkurencja między firmami jest analogiczna do tej pomiędzy watahami wilków. Jeśli my widzimy, że istnieje jakaś zagrażająca nam grupa, to staramy się wyeliminować ich z gry, broniąc własnego terytorium. W przeciwnym wypadku oni wyeliminują nas. Ile watah krąży na Waszym terytorium? – pytał przedsiębiorców.

Innym porównaniem jakie użył na zobrazowanie powołania do zwycięstwa był rozwój małego dziecka. Każde dziecko w stadium niemowlęcym nie jest w stanie przy pomocy rozumu nauczyć się czegokolwiek od kogokolwiek. Nikt nie uczy przecież dzieci do czego służą nogi, ale ich rozwój następuje instynktownie. Podobnie w dalszych etapach życia. Dziecko często nie słucha rodziców i dopiero gdy samo dotknie rączką ognia lub czegoś ostrego, będzie wiedziało, żeby w przyszłości być ostrożnym. Dalej przekonywał, że tak naprawdę każda kobieta przy wyborze mężczyzny bierze pod uwagę kryteria sukcesu. Która z Pań chciałaby wyjść za zapuszczonego mężczyznę spod monopolowego? – pytał. Kryteria, którymi kierują się kobiety przy wyborze faceta są oparte właśnie na kryteriach sukcesu.

Wiem jedno. Te rady bardzo szybko umykają z biegiem czasu. Dlatego zamierzam raz na jakiś czas tu wrócić, aby przeczytać jeszcze raz to, co miał nam do powiedzenia tego dnia Spencer. Nie bez kozery USA są dziś mocarstwem i krajem, od którego możemy się wiele nauczyć.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że przynajmniej jedna z tych rzeczy dotyczyła Ciebie, to będzie mi miło, jeśli odwdzięczysz mi się klikiem w jeden z poniższych przycisków. A może przyda to się komuś z Twoich znajomych? HUA! 😉

komentarzy