katolyk rekalma

Piszę ten wpis tuż po tym jak byłem świadkiem pewnej niesmacznej sytuacji… Piszę, bo leży mi na duszy troska o takich ludzi… Piszę, bo nigdy więcej nie chciałbym widzieć takich sytuacji!

Katolyk… za przeproszeniem!

Katolyk. Tak od dziś będę nazywał tych, którzy traktują swoją wiarę jak jakąś teorię, którą trzeba znać, a nie stosować! To ci, którzy robią wiele zła Kościołowi, bo mają się za ludzi wierzących, a wokół siebie rozsiewają wszędzie jad! Z tymi ludźmi nie chce się spędzać czasu. Nie chce się z nimi rozmawiać. Dlatego zadedykuję im pewne zdanie:

„Ci którzy wszędzie dostrzegają piekło, idą do piekła, ci którzy wszędzie dostrzegają niebo, idą do nieba”

Poukładaj sam siebie katolyku!

Katolycy mają jeszcze jedną cechę. Chodzą nieustannie zgorzkniali. Wszędzie widzą wrogów! Mają się za najmądrzejszych i nie chcą nawet kiwnąć palcem, żeby uderzyć we własne piersi.

Widzą drzazgę w oku brata, a belki we własnym nie dostrzegają!

Otoczeni są wszędzie książkami religijnymi lub parareligijnymi, a nigdy nie chcą wysłuchać rad od ludzi, którzy chcą dla nich dobrze. Nigdy nie potraktują rady tych, którzy ich otaczają jako być może natchnienie, które płynie do nich z góry. Doskonale wiedzą, co powinno się zmienić, żeby świat stał się lepszy.

Co jest jeszcze rzeczą charakterystyczną dla nich? Że kompletnie nie trafia do nich ewangeliczne: „poznacie ich po owocach”. Dlaczego? Bo sami nie mają się czym pochwalić, ich życie jest niepoukładane. Wybierają sobie na autorytety tych, którzy mówią im tylko to, co sami chcą usłyszeć.

Taki katolyk ma złe relacje z najbliższymi. Własnego ojca uważa za największego wroga, który zaprzepaścił mu życie lub coś w tym stylu… Swój los zawsze jakoś usprawiedliwi. A to mieli mi coś załatwić, a to okoliczności nie sprzyjają, a to coś tam nie działa. Uprzedzenia to dla niego jedna z najwyższych wartości.

Komforcik przede wszystkiem!

Katolyk zamyka się we własnym grajdołku. Sam uważa, że papież powinien odwiedzać wszystkie kraje świata, a swoje głoszenie Słowa Bożego ogranicza do 4 ścian.

Nie! Nie to, że nic nie robi. Bo to, że otworzy Biblię i napiszę coś na facebooku uważa za szczyt swoich możliwości. A i czasem przekaże jakiś datek na cel dobroczynny, usprawiedliwiając swoją bezczynność na innych polach. No i oczywiście do kościoła w niedzielę pójdzie, ale znak pokoju to dla niego jedna z najbardziej stresujących chwil.

Wyjście poza własną strefę komfortu graniczy z cudem! Wygodnictwo jest czwartą osobą czwórcy przenajświętszej!

Po co to piszę?!

Bo leży mi na sercu dobro Kościoła. Bo nie chcę, aby katolicy byli postrzegani przez taką soczewkę. Bo nie chcę, aby ci katolycy stracili wieczność. Piszę to w Roku Miłosierdzia. Piszę, bo w tym właśnie roku mamy spełniać uczynki miłosierne względem duszy i ciała. A jednym z uczynków miłosierdzia względem duszy jest:

Grzesznych upominać!

Czy to oznacza, że sam jestem święty? Nic bardziej mylnego. Ale gdy widzę jak ktoś idzie prostą drogą ku przepaści to moim obowiązkiem jest ostrzegać.

Czyny misiu, a nie filozofie!

Charakterystyczna dla katolyka jest jeszcze jedna rzecz. Że często powołuje się w swych przekonaniach na obraz Pana Jezusa, który zrobił sobie bicz i powyganiał kupców ze świątyni. Przypomina sobie jaki to Pan Jezus był groźny wobec faryzeuszów. Tak to prawda. Jednak nieporównywalnie więcej fragmentów w Ewangelii jest o Chrystusie, który czynił ludziom dobro, a tłumy były nim zafascynowane!

Gdy zadamy sobie pytanie: co jest najistotniejsze w nauczaniu Jezusa? To bez dwóch zdań można wskazać na przykazanie, które wg niego było najważniejsze:

1. będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich myśli swoich

2. a bliźniego swego jak siebie samego.

Dla katolyka słowa: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, to dla niego kompletna abstrakcja! Tak jakby tych słów Jezus nigdy nie powiedział.

Katolyk nie miłuje tych, których spotyka, bo wszędzie roznosi zgorzknienie. Katolyk nie może bliźniego kochać, bo ma problem, że polubić choćby siebie…

Dlatego do Nieba czasem kurtyzany wchodzą pierwsze, a nie katolycy… bo więcej w nich dobra niż w zachwaszczonej rozgoryczeniem brudnej duszy, która do kościoła chodzi, ale co z tego?

Dlatego nie mogę nie zacytować tej części Nowego Testamentu:

Przypowieść o dwóch synach

Jak sądzicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Powiedział do pierwszego: „Synu, idź i popracuj dzisiaj w winnicy”. On jednak odparł: „Nie chcę!”. Później jednak odczuł żal i poszedł. Następnie zwrócił sie do drugiego i powiedział mu to samo. Ten odrzekł: „Dobrze, panie!”. Ale nie poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?” Odpowiedzieli: :”Ten pierwszy”. Jezus zaś powiedział: „Zapewniam was: Celnicy i nierządnice wejdą przed wami do do Królestwa Bożego. Bo przyszedł do was Jan, postępując sprawiedliwie, a nie uwierzyliście mu. Uwierzyli zaś mu celnicy i nierządnice. A wy, chociaż to widzieliście, nawet później nie odczuwaliście żalu i nie uwierzyliście mu.

Mt 21 , 28-32

Na koniec powtórzę jeszcze raz: POZNACIE ICH PO OWOCACH… i życzę sobie i Wam, abyśmy nigdy nie byli katolykami, ale katolikami.

komentarzy