ST Dominic's Catholic Church

Pan Bóg tak, Kościół nie. Jeśli zgadzasz się z tym stwierdzeniem, to znaczy, że ten artykuł jest dla Ciebie. Poniżej obalę kilka mitów, które krążą wokół Kościoła i przedstawię fakty, o których zbyt rzadko się mówi. Przeczytaj jeśli chcesz mieć wiarygodny osąd w tej sprawie. 

Zgorszenia w Kościele

Zacznijmy z grubej rury – temat pedofilii w Kościele. Najlepiej rozpocząć od słów, które zawarte są w samym Piśmie Świętym na temat zgorszeń – wszelakich, również tych, do jakich dochodzi w Kościele:

Jezus powiedział do swoich uczniów: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. (Ewangelia Św. Łukasza rozdz. 17 wersety 1-2)

To są jedne z najsurowszych słów jakie Chrystus wypowiada w Ewangelii. Karci takie czyny z wielką stanowczością. Kościół niestety tak jak każda inna instytucja tworzona jest przez ludzi, którzy skażeni są grzechem pierworodnym i jego skutki są nieraz zatrważające. Mimo to, fakt, że takie przypadki się zdarzają nie oznacza, że większość księży to pedofile (jak próbują to przedstawić niektóre media). Ot chociażby sprawdźmy statystyki w Polsce. Wyciąg z raportu Ministerstwa Sprawiedliwości z listopada 2013 r. na temat liczby osadzonych za czyny pedofilskie.

raport pedofilia w Polsce 11.2013

A oto streszczenie tego raportu:
1468 – liczba osadzonych za czyny pedofilskie.
900 – osoby bez wyuczonego zawodu 61%
70 – murarze 5%
40 – pracownicy dorywczy 3%
ok. 30 – ślusarze ok. 2%
ok. 30 – rolnicy ok. 2%
25 – mechanicy samochodowi 2%
pozostali to liczba 373 osoby, a więc 25%.

W grupie pozostałych znaleźli się przedstawiciele takich zawodów jak: inżynierowie, lekarze, nauczyciele, pedagodzy, duchowni i wychowawcy. Ktoś powie: bo prawdziwy rozmiar pedofilii w Kościele się ukrywa. Ukrywa? Jest to tak wielka pożywka dla mediów, że najmniejszy przypadek jest nagłaśniany do hiperbolicznych rozmiarów. Dziennikarze pojadą nawet na Dominikanę, żeby zwąchać co tam „znowu” ksiądz narozrabiał.

Przejdźmy jeszcze do twardych faktów i wniosków jakie płyną z badań na temat pedofilii. Przytaczam je za Jarosławem Dudałą, który badał tę sprawę:

„Według raportu rządowego Children’s Bureau, w całych Stanach Zjednoczonych w 2011 r. ujawniono 61.472 przestępstwa seksualne przeciw dzieciom. W tym samym roku, według statystyk ośrodka CARA, liczba doniesień do władz kościelnych w sprawie przestępstw seksualnych dokonanych przez osoby duchowne na nieletnich, wyniosła 21. Tylko 7 z nich uznano za wiarygodne. W dalszych rachunkach będziemy się posługiwać liczbą wszystkich doniesień, nie tylko tych wiarygodnych, ponieważ wspomniana wyżej ogólna liczba zgłoszonych przypadków przestępstw seksualnych na dzieciach w USA też obejmuje wszystkie doniesienia, bez rozróżniania na wiarygodne i niewiarygodne. Jeśli weźmie się to pod uwagę, okaże się, że 1 duchowny przypada na mniej więcej 3000 sprawców przestępstw seksualnych przeciw dzieciom w USA (0,034 proc.).

(…) „Podobne odsetki pokazują badania włoskie. Z kolei w Niemczech od 1995 do połowy 2012 r. odnotowano 210 tys. przypadków nadużyć wobec nieletnich. W tym konkretnie zaledwie 94 przypadki mają związek z Kościołem katolickim. Wychodzi na to, że 1 na 2000 przypadków molestowania w tym kraju dotyczy duchownego” – zauważył biskup Rojek w wywiadzie dla „Uważam Rze” (M. Majewski, Prawda i miłość lekarstwem na nadużycia, Wywiad z ks. bp. Marianem Rojkiem, Uważam Rze 20.02.2012, s. 60-62, 61.)”

Zgadzam się ze wszystkimi, którzy uważają, że w Kościele nie powinno dochodzić do takich zgorszeń i że powinniśmy z tym walczyć. Pełna zgoda, tych przypadków i tak jest za dużo. Jednak trzeba sprzeciwiać się przekazowi jaki idzie do opinii publicznej, w którym próbuje się udowodnić, że słowo pedofil powinno kojarzyć się z księdzem. Rzeczywistość i fakty są diametralnie inne od tej zafałszowanej, wręcz manipulacyjnej narracji.

Kościół to maszynka do zarabiania pieniędzy?

Czasem spotykam się z zarzutem w stronę Kościoła, że to organizacja, która została stworzona do zarabiania pieniędzy. Nie przeczę, że zdarzają się nadużycia ze strony proboszczów, czy księży odnośnie spraw materialnych, ale nie zgadzam się z tezą, że Kościół manipuluje ludźmi dla własnych, egoistycznych celów. Po pierwsze, na początek trzeba postawić sobie pytanie – skąd się biorą księża? Otóż biorą się oni, najzwyklej rzecz ujmując z naszych rodzin. Przyszły ksiądz wychowuje się niemalże w podobnych warunkach jak inni świeccy. Ma ojca i matkę, którzy mają bardzo duży wpływ na kształtowanie się osobowości syna. To właśnie tu przyszły kapłan dowiaduje się co jest w życiu ważne, czy pieniądze, czy raczej inne wartości. Jestem przekonany, że zdecydowana większość kapłanów, która ma problemy z materializmem została wychowana w rodzinach, w których pieniądz był jedną z najważniejszych „wartości”. Nie dziwmy się, że jeśli młody człowiek słyszał nieustannie w domu rozmowy o pieniądzach i jak by tu jeszcze zarobić i się nachapać, to później, gdy przychodzi mu sprostać powołaniu jego myślenie jest skażone u podstaw. Broń Boże, nie chcę tu usprawiedliwiać tych haniebnych zachowań, ale chcę zwrócić uwagę, że ma to niebagatelny wpływ na jego kapłaństwo.

Nie możemy pominąć również tak prozaicznych spraw jak to, że ksiądz musi się najzwyczajniej w świecie z czegoś utrzymać. Niestety też musi jeść i opłacić rachunki. Na to idą m.in. pieniądze z ofiar chrzcielnych, ślubnych, pogrzebowych, czy z tego co uda mu się uzyskać w ramach wynagrodzenia szkolnego. Pieniądze, które wpływają na tzw. tacę przekazywane są w poczet budżetu parafii, na rachunki, wydatki i inwestycje. Też chciałbym, żeby nasi kapłani byli idealni, ale często lubię zadawać pytanie osobom, które krytykują swoich księży – kiedy ostatnio się za nich modlili? I zapada często cisza. Nie oszukujmy się, ale jeśli ktoś miałby za zadanie zniszczyć Kościół, to uderzałby w pierwszej kolejności właśnie w kapłanów. Siły ciemności dobrze o tym wiedzą i dlatego nie próżnują w tym zakresie. Modlitwa za kapłanów, to wręcz obowiązek ludzi wierzących. Dobrze wiedział o tym św. Jan Maria Vianney mówiąc: „Kiedy chce się zniszczyć religię, zaczyna się od ataków na kapłanów, bo tam, gdzie nie ma kapłana, nie ma już ofiary i religii.”

A teraz podejdźmy do tego wątku jeszcze od strony pozytywnej. Bardzo często w ustach osób nastawionych antyklerykalnie nie pojawia się bardzo ważny aspekt, a mianowicie – działalność dobroczynna Kościoła. Zupełnie przemilczają tę sprawę. Dam pierwszy przykład z brzegu w postaci grafiki, która dotyczy owoców KK działającego w Afryce:

dziela kosciola

Słyszeliście kiedyś o tych dziełach od osób nieprzychylnych Kościołowi? No właśnie. Warto przypomnieć tu jeszcze o tym, że jedną z największych organizacji charytatywnych w Polsce jest Caritas, który podlega Konferencji Episkopatu Polski. A tu krótkie zestawienie wydatków za rok 2012. Gołym okiem widać, że zdominowały je wydatki na bezpośrednią pomoc, która jest wyszczególniona w dolnej stopce.

caritas

Mity na temat Inkwizycji

Im bardziej wczytywałem się w temat inkwizycji, tym bardziej byłem zmuszony przecierać oczy ze zdumienia. Pamiętacie te sceny hollywoodzkiego kina, w których okrutni, zakapturzeni inkwizytorzy podążają ciemnymi lochami, aby spalić kolejną ofiarę, która ośmieliła się sprzeciwić Kościołowi? Otóż sprawdźmy jakie są fakty historyczne i kto rozdmuchał czarną legendę Inkwizycji.

Niektóre metody tego systemu śledczo-sądowniczego mogą budzić we współczesnym człowieku sprzeciw lub odrazę. Jednak dla ludzi żyjących w ówczesnych epokach nie były one czymś nadzwyczajnym i wpisywały się niejako w normalny tok pracy ówczesnych sądów. Jean i Guy Testasowie, którzy badali ten problem stwierdzili, że na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była jedną z najbardziej obiektywnych instytucji epoki. Co ciekawe twórcami czarnej legendy o Inkwizycji nie byli historycy, ale osiemnastowieczni przedstawiciele antyklerykalizmu, którzy pomijali i przeinaczali fakty, a wyolbrzymiali to co było dla nich wygodne. Oczywiście żadna statystyka nie usprawiedliwi emocji związanych z ofiarami, które przyniosła, ale gdy spojrzy się prawdzie w oczy, to uderza po pierwsze znikomy odsetek liczby przypadków kończących się rzeczywistą karą śmierci, a po drugie pominięcie faktów dotyczący szkód jakie przynosiły herezje. O jakości dyskusji na temat Inkwizycji niech przemawia to, że największymi autorytetami tego tematu stały się osoby, które nie powinny mieć zbyt wiele do powiedzenia, a mianowicie pisarze i scenarzyści, których mało kto rozlicza z obiektywizmu. Chciałbym zacytować w tym miejscu Rafała Ziemkiewicza:

„Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt kościelnej tajnej policji, stojącej ponad prawem i dysponującej nieograniczonymi prerogatywami do więzienia, torturowania i mordowania kogo tylko jej się spodobało. W istocie zaś Inkwizycja powołana została w chwili ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres szerzącemu się bezprawiu, i, lepiej lub gorzej, zadanie owo wypełniła, oszczędzając staremu kontynentowi wielu krwawych zawieruch. Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela.”

Co ciekawe Inkwizycja przyczyniła się do rozwoju systemu prawnego. Zawdzięczamy jej m.in. takie instytucje jak: obrońca, wieloinstancyjność, ławnik, zakaz karania ludzi niepoczytalnych, czy zwolnienie za dobre sprawowanie. Spójrzmy zatem na rodzaj kar orzekanych za herezje. Wbrew pozorom stos nie był najczęstszą karą. Inkwizycja nie mogła nikogo na stos skazać – nie miała takich uprawnień. Gdy stwierdzono ciężki przypadek herezji, Officium przekazywało osobę instytucjom państwa z prośbą o okazanie miłosierdzia i nie przelewanie krwi. Jeśli chodzi o liczby ofiar na początku działalności Inkwizycji to ciężko stwierdzić dokładną ilość, ale szacuje się, że było to gdzieś w granicach kilku tysięcy osób na przełomie 250 lat. Później mniej więcej między 1560-1700 rokiem odsetek orzeczeń kończących się wyrokiem śmierci wynosił 1%, a z czasem nawet ułamek procenta. Jak pisze Marek Piotrowski:
„większość egzekucji nie była wykonywana na skazanych, lecz in effigie, tj. palono w zastępstwie kukły mające wyobrażać skazanego. Ocenia się, iż liczba egzekucji in effigie przekraczała wielokrotnie liczbę rzeczywistych wykonań wyroku (tzw. in persona).”

Z kolei Grzegorz Kucharczyk tak pisze o liczbach dotyczących Inkwizycji: „Dzisiaj, nawet niechętni Kościołowi badacze przyznają, że mówienie o setkach tysięcy ofiar inkwizycji kościelnej jest zwykłym mijaniem się z prawdą. Coraz wyraźniej widać, jak celowo wymyślano w tym przypadku mityczne wręcz liczby. Nawet w odniesieniu do państwowej Inkwizycji Hiszpańskiej, historycy o lewicowo-liberalnej orientacji przyznają ostatnio, że drastycznie zawyżano liczbę jej ofiar, a mówienie o ludobójstwie inkwizycji włożyć trzeba między bajki. Przekonuje wydana u nas w ubiegłym roku „Historia Hiszpanii” (zob. M. Tunon de Lara, J, V. Baruque, A. Dominguez Ortiz: Historia Hiszpanii. Kraków 1998, s. 224).”

A tym cytatem zakończył swoje prace nad Inkwizycją i Kościołem wielki francuski filozof i myśliciel Alexis de Tocqueville: „rozpocząłem badania pełen uprzedzeń przeciwko papieżom – skończyłem je pełen szacunku i podziwu dla Kościoła!”

Po więcej informacji o Inkwizycji odsyłam do tych artykułów:
Marek Piotrowski
Rafał Ziemkiewicz
Grzegorz Kucharczyk
Mateusz Ochman

Krucjaty czyli obrona tego co święte

Wyprawy krzyżowe wbrew obiegowej opinii były inspirowane motywami obronnymi. Ziemia, po której stąpał Chrystus była i jest dla chrześcijan miejscem świętym i nie powinien budzić sprzeciwu fakt, że ktoś chce bronić swojego mienia. Tym bardziej jeśli idzie o sferę sacrum. Muzułmanie, a konkretniej Turkowie seldżuccy dopuszczali się grabieży tych ziem. Dlatego papież Urban II motywowany obroną Ziemi Świętej przed tymi rozbojami, wezwał chrześcijańską Europę do bronienia wiernych oraz świętych miejsc. Celem krucjat nie było nawracanie, a odzyskanie tego co chciano odebrać siłą – były odpowiedzią na agresję. Zarzuty w stronę krzyżowców są tak samo bezpodstawne, jak zarzuty, które chciałby ktoś sformułować w stronę Polaków, którzy bronili swoich ziem przed najazdem wojsk szwedzkich w XVII wieku.

rok 1054 historycy.orgAD 1054. Ekspansja muzułmanów.

Oddam teraz głos Katarzynie Balwińskiej (www.doziemiobiecanej.pl), która sformułowała kilka cennych wniosków przeciw zarzutom z jakimi spotykają się krucjaty na podstawie tej książki:

Główny mit o chęci wzbogacenia się. Uczestnikami wypraw krzyżowych byli ludzie już zamożni (z tytułami hrabiów i książąt). Przystąpienie do krucjaty oznaczało duże koszty, dlatego krzyżowcy sprzedawali swoje dobra bądź brali pożyczki pod ich zastaw. Bardzo często powodowani uniesieniem religijnym, w pośpiechu pozbywali się własności za przysłowiowy bezcen. Wielokrotnie całe rodziny składały się na wyprawę jednego przedstawiciela. Do niezwykle rzadkich należały przypadki powrotu z krucjat z bogactwem. Osoba, która wracała stawała raczej w obliczu potrzeby wykupu zastawów i spłaty długów, czy nawet ubóstwa. Udział w krucjacie pociągał za sobą same trudy i wyrzeczenia. Nie był on też tradycyjną wojaczką, gdzie można było zdobyć fortunę i sławę. Oczywiste było duże ryzyko utraty życia lub zdrowia. Zrozumiałymi były obawy ogarniające uczestnika wyprawy w obliczu dalekiej podróży do Jerozolimy. Wzmagały się one, gdy krzyżowiec decydował się na wybór drogi morskiej (od końca XII w. był to najczęstszy sposób na dotarcie do Ziemi Świętej). Dla człowieka wychowanego na lądzie, trzytygodniowa podróż ówczesnym okrętem, zapewniającym dla jednej osoby, maksymalnie jeden metr kwadratowy pokładu była sporym wyzwaniem. Do tego dochodziły wywołujące przerażenie sztormy i katastrofy. Przedzieranie się przez nieznane obce krainy w ekstremalnym klimacie, choroby, epidemie i walka na śmierć i życie z groźnym przeciwnikiem potrafiły z pewnością zatrwożyć niejednego śmiałka. Z zachowanych źródeł wynika, że znaczna część krzyżowców świadoma była tego, że podczas wyprawy prawdopodobnie poniesie śmierć i dlatego prosiła o modlitwy wstawiennicze. Pomimo zagwarantowanej na czas krucjaty przez Kościół opieki prawnej dla rodziny i własności ziemskiej uczestnika wyprawy, krzyżowca ogarniał także naturalny niepokój o pozostawioną rodzinę.

Obalono także mit o kolonizacyjnym celu podbojów. Obecnie wiadomo już, iż wiek XI wcale nie był okresem kryzysu, (jak sądzono wcześniej), który miał zmuszać krzyżowców do podboju bogatych wschodnich krain. Odwrotnie, był to czas prosperity feudalizmu. W Europie Zachodniej nastąpił dynamiczny wzrost gospodarczy. Rozkwitał handel, rzemiosło. Zaczęły znikać klęski głodu i epidemie.
– Natomiast tezie o powstałym na skutek wyżu demograficznego zapotrzebowaniu na nowe ziemie przeczą liczne wówczas inicjatywy zagospodarowywania nieużytków rolnych oraz postępujący na coraz większą skalę proces karczowania europejskich lasów.
– Także zarzuty o niezwykłym okrucieństwie krzyżowców nie znajdują potwierdzenia w źródłach historycznych, (w tym muzułmańskich) – przybycie krzyżowców do Ziemi Świętej nie zaowocowało masowym opuszczaniem tych terenów przez Arabów (miało to miejsce dopiero w związku z założeniem państwa Izrael). Autorzy „czarnej legendy” pomijają ten fakt milczeniem. Próżno szukać po 1099 r. jakiejś masowej akcji nawracania na chrześcijaństwo mieczem, co potwierdzają źródła muzułmańskie, np. W Księdze kontemplacji Usami ibn Madiquisha czy w Podróżach Ibn Jubaira. Dzieła te stanowią świadectwa harmonijnej egzystencji społeczności muzułmańskiej i chrześcijańskiej na odzyskanych przez chrześcijan terenach. Nie było mowy o pełnej asymilacji, ale nie wznoszono też murów. W Jerozolimie był Szpital św. Jana, w którym leczono rannych zbieranych z pól bitew, zarówno muzułmanów jak i łacinników. Zachowały się spisy kuchenne, z których wynika, że chorym i rannym religii mahometańskiej nie podawano np. wieprzowiny. Przyjmowano każdego, bez względu na wiarę. Bardzo żywą działalność prowadziły zakony, chroniące pątników, ale też ubogich. Miała miejsce wymiana wiedzy, osiągnięć nauki, medycyny między Arabami, a łacinnikami. Można powiedzieć, że krucjaty przyniosły średniowieczu renesans.
– W związku z krucjatami podnoszony jest także zarzut natury teologicznej. Twierdzi się, jakoby pierwsi, prawdziwi chrześcijanie byli pacyfistami, a idea krucjat jest sprzeczna z autentycznymi naukami Jezusa. Owszem nurt pacyfistyczny istniał wśród chrześcijan pierwszych wieków. Nawet sam pacyfizm jest autorstwa chrześcijańskich myślicieli (Tertulian, Orygenes), ale był on zjawiskiem marginalnym i niespójnym. Faktycznie w początkowym okresie, chrześcijanie na terenie cesarstwa, wzbraniali się przed służbą wojskową (choć nie wszyscy). Nie miało to jednak związku z rewolucyjnymi naukami Jezusa o miłości bliźniego, (który nigdy nie potępiał wojskowych, ani nie odmawiał prawa do obrony koniecznej), czy pacyfizmem, co z pogańskim charakterem ustroju cesarstwa i barbarzyńskim charakterem wojen, które w owym czasie były lokalnymi porachunkami i rzadko miały miejsce. Wojsko było zbieraniną rozpustnych rzezimieszków bez zasad, a wojnom przyświecał jedynie cel rabunkowy. Główny powód uchylania się od służby wojskowej tkwił w tym, że chrześcijanie nie mogli służyć cesarzowi przypisującemu sobie atrybuty boskości (np. Dioklecjan 286 r.). Stosunek chrześcijan do wojska zaczął się zmieniać wraz z nasilaniem się prześladowań, a diametralnie zmienił się, po przyjęciu przez cesarzy chrześcijaństwa i oczyszczeniu służby wojskowej z naleciałości pogańskich. Niestety wraz z przyjęciem przez cesarzy chrześcijaństwa (IV w., cesarze Teodozjusz i Konstantyn) Kościół zaczął popadać w zbytnią zależność od władzy. Kolejni papieże podjęli trud systematycznego oczyszczania Kościoła z nazbyt ścisłych związków z władzą świecką. Najbardziej nieugięty w obronie przed roszczeniami władzy świeckiej pozostał św. Grzegorz VII. Za swój upór zapłacił utratą władzy w Rzymie i śmiercią na wygnaniu. Ostatecznie, po licznych reformach kolejnych papieży w XI w., (moment rozpoczęcia krucjat) można mówić o niezależności Kościoła wobec władzy świeckiej.

Niewątpliwie jednak, nauki Jezusa, (w których miłość bliźniego stawiana jest na pierwszym miejscu), znalazły swoje odbicie w idei „wojny sprawiedliwej” oraz uformowaniu „etosu rycerstwa”, który wykształcił się wraz z zaangażowaniem Kościoła w wyprawy krzyżowe. Wedle św. Augustyna wojna sprawiedliwa to taka, której celem jest ukaranie zła i przywrócenie spokoju. „Wojny są dozwolone i usprawiedliwione w tej mierze, w jakiej chronią ubogich i całą zbiorowość przed niegodziwością wrogów”. Zalecano umiar w prowadzeniu wojny – nie mszczenie się.”

Kościół założył sam Chrystus

Trudno mi zrozumieć ludzi, którzy mówią, że w Boga to i oni wierzą, ale nie w Kościół. Skąd się wziął zatem Kościół? Czy jest on dziełem jakiegoś człowieka? Otóż właśnie nie. Założył go sam Chrystus. Oczywiście jest on tworzony często przez ułomnych ludzi, ale sama jego misja jest najwznioślejsza. Dla ludzi, którzy często oczerniają Kościół chciałbym zacytować słowa, które skierował sam Jezus do Szawła:

„Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?» «Kto jesteś, Panie?» – powiedział. A On: «Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. (Dz 9, 1-5)

W tym fragmencie widać jasno, że Szaweł prześladował „uczniów Pańskich”, a więc Kościół. I co mu odpowiada Chrystus? „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz.” Nie oznacza to oczywiście, że krytyka poczynań wiernych i duchownych jest zakazana. Krytykować i oceniać można, ale najlepiej w cztery oczy (chyba że nie ma takiej możliwości). Liczy się tutaj motywacja upominania. Należy wręcz upominać, ale jeśli jest to robione w dobrej wierze. Mam jednak wrażenie, że zdecydowana większość krytykantów nie ma zdrowych intencji. Trzeba pamiętać, że będziemy sądzeni z każdych słów, które wypowiadamy. Oby nie okazało się, że Sędzia Sprawiedliwy pokaże nam na Sądzie rzesze ludzi, które zostały zrażone do Kościoła (tudzież do Chrystusa) ze względu na naszą niezdrową krytykę.

Wróćmy jednak do założenia Kościoła. Jeśli Kościół został założony przez Chrystusa, a On mówi do Św. Piotra – pierwszego papieża:

„Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,19)

tzn. że oficjalne postanowienia kościelne i nauka Kościoła są zbieżne z wolą Najwyższego. Kościół jest nieomylny w sprawach moralności i wiary. Jeśli jakiś przedstawiciel Kościoła wypowiada się w innych sprawach to niewykluczone, że może się mylić: tak było w przypadku tez Galileusza. Trzeba również uważać na swobodną interpretację Pisma Świętego, dokonywaną zwłaszcza w kręgach sekciarskich i przez przedstawicieli wyznań, które odłączyły się od Kościoła Powszechnego. Gdy przychodzi mi rozmawiać z nimi na ten temat, zadaję im często pytanie: A skąd Pan/i wie, że Pańska interpretacja jest słuszna? Ponad 2000-letnia Tradycja Kościoła daje nam gwarancję niepobłądzenia. Chrystus przecież obiecał, że „bramy piekielne go nie przemogą”.

Każda religia jest taka sama? 

trojca

Nie każda religia jest taka sama. Ktoś zapyta: a jaką winę ponosi np. jakiś Hindus, który urodził się w Indiach i nigdy nie słyszał o Chrystusie i Kościele. Trzeba zachować zdrowy rozsądek. Dobrą odpowiedzią na to pytanie jest fragment z 25 rozdziału Ewangelii Św. Mateusza:

„Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.” Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».”

Dobrze zacytować tu jeszcze Piusa IX: „Kto bez własnej winy nie należy do Kościoła katolickiego, może być zbawionym, jeśli prowadzi życie bogobojne. Człowiek taki należy wolą do prawdziwego Kościoła i jest jego duchowym członkiem”

Trzeba jednak pamiętać, że ludzie, którzy usłyszeli o Kościele i prawdach jakich głosi, a którzy go nie usłuchali i trwali nadal w swych grzechach powinni pamiętać o tym, że poza Kościołem nie ma zbawienia. Do nich skierowałbym słowa, która wypowiedział sam Św. Augustyn: „nie może być zbawionym ten, co się odrywa od Kościoła katolickiego. Kto bowiem odrywa się od łączności z Kościołem, odrywa się tym samym od samego Chrystusa, bez którego nie masz zbawienia”

Czy sama przynależność do Kościoła Katolickiego gwarantuje zbawienie? Oczywiście, że nie. Kto by trzymał się wiary katolickiej, a żył gorzej od niewierzącego niech nie myśli, że osiągnie zbawienie. Wręcz przeciwnie. Będzie cięższym sądem sądzony, gdyż kto wiele otrzymał, od tego wiele wymagać się będzie.

Nie każda religia jest dobra. Ładnie streścił to x. Kazimierz Bisztyga:

„Kto tak mówi, że każda wiara jest dobra, ten tym samym zdradza się, że nie ma najmniejszego pojęcia o wierze. Wiara bowiem jest nic innego, jak objawienie Boże ludziom dane. To objawienie Boże jako od jednego Boga pochodzące nie może być różne, ale musi być jedno i to samo. Jeden Bóg, jedno niebo, jeden Chrystus, jeden chrzest i jedna wiara – pisze św. Paweł. Różne zatem wiary, Kościoły, religie nawzajem się zwalczające, pełne fałszu i błędów, są wymysłem ludzkim, są niezdrowym posiewem pychy lub głupoty ludzkiej, a nie objawieniem Bożym.”

Zawsze przekonywało mnie o słuszności i prawdzie Kościoła Katolickiego to, że jest on Kościołem, który stawia najwyższe wymagania. Wspomnijmy tu chociażby o przykazaniu miłości nieprzyjaciół, o którym nie ma mowy w innych religiach. Bóg pragnie, aby człowiek stał się doskonały, albo jak kto woli święty. Taki stan można osiągnąć tylko wtedy, gdy poprzeczka jest wysoko postawiona. KK stawia wysokie wymagania, ale tak jak sprinter nie zdobędzie mistrzostwa świata bez ciężkiego wysiłku, tak człowiek nie osiągnie zbawienia bez włożonej w to pracy duchowej nad sobą. Kolejną rzeczą, która mnie przekonuje o słuszności i prawdzie KK to ta, że rytuał egzorcyzmu odprawiany w tym Kościele jest najzwyczajniej w świecie skuteczny. Jeśli po tym obrzędzie szkodliwe objawy duchowe mijają, to rzeczywiście oznacza, że sam Bóg działa przez posługę kapłanów.

Na koniec chciałbym zachęcić do obejrzenia ostatniego, poniższego filmiku w tym artykule, który pięknie pokazuje czym naprawdę jest Kościół. Nasza wiara wyraża się w praktyce. Jeśli ktoś mówi, że wierzy, ale nie praktykuje, to tak jakby ktoś powiedział, że jest nauczycielem, ale nie uczy. Sam wiele zyskałem dzięki Kościołowi i zachęcam, aby korzystać z wielkich skarbów jakie dał nam Bóg przez Kościół – mam na myśli sakramenty i niezmienne wartości, które prowadzą do szczęśliwego życia już tu na ziemi.

Proszę, abyś podzielił/a się tym wpisem, jeśli uważasz, że może on rozjaśnić spojrzenie na wiele spraw dla innych interneciaków :)

komentarzy