majątek

Każdy kto choć przez chwilę miał do czynienia z fundraisingiem słyszał na pewno, że fundraising to po pierwsze relacje, po drugie relacje i wreszcie po trzecie relacje… Może czasem mamy dość słuchania tego w kółko. Jednak to najczystsza prawda. A oto dowód na to. Przedstawiam historie, które będą dobitnym argumentem dla znużonych tymi przekonywaniami.

Uczmy się od angielskich NGOsów

Jakiś czas temu w Wielkiej Brytanii żyło pewne małżeństwo w podeszłym wieku. Wiedli zapewne spokojne, niczym nie zmącone, emeryckie życie. Regularnie wspierali drobnymi kwotami jeden z brytyjskich NGOsów. Lecz pewnego dnia żona tego staruszka odeszła tam, gdzie wszyscy zmierzamy. Został sam. Czuł się bardzo samotny. Zadzwonił więc do organizacji, którą wspierał z małą prośbą. Poprosił wolontariuszy o to, aby dzwonili do niego co jakiś czas z zapytaniem co u niego słychać. Nie chciał pogrążyć się w samotności i smutku. Chciał nadal utrzymywać kontakt z ludźmi. Wolontariusze zdziwili się, ale postanowili spełnić prośbę swojego Dobroczyńcy. I rzeczywiście było tak jak ustalili. Wolontariusze dzwonili do niego co jakiś czas i utrzymywali z nim stały kontakt. Po jakimś czasie starzec zmarł.

A teraz druga historia. Tym razem rodem z krainy Lecha, Czecha i Rusa. Pan Wojciech z Łodzi doczekał się pięknego wieku 92 lat. Jednak był on na tyle schorowany, że potrzebował nieustannej opieki. Tak się składa, że przebywał w szpitalu prowadzonym przez bonifratrów. Jednak najlepsze w tym wszystkim jest to, że koniec historii zarówno pierwszej jak i drugiej jest taki sam. Otóż po śmierci Brytyjczyka okazało się, że przepisał wspieranej od lat organizacji cały swój majątek. Jak myślisz co zrobił Pan Wojciech? Tak, dobrze kombinujesz. Dzięki tym środkom udało się nawet ukończyć budowę centrum rehabilitacji bonifratrów, które czekało na dokończenie od 2006 roku.

Takich historii jest o wiele więcej. Sam może nawet takie znasz. Co łączy każdą z tych opowieści? Ciepła relacja. Powiem nawet więcej – zażyła przyjaźń pomiędzy Obdarowującym a obdarowanym. Czasem nawet mam wrażenie, że aby być skutecznym fundraiserem nie trzeba prosić o darowizny. Wystarczy się skupić na dwóch rzeczach. Robić to co do nas należy i dbać o ludzi, którzy chcą nam w tym pomóc. Tylko tyle i aż tyle. Pamiętaj jednak, aby nie traktować ludzi interesownie i przedmiotowo. Najlepszym wykładnikiem tego jest sprawdzenie swoich reakcji wobec Darczyńcy, który już przestał nam pomagać. Może splajtowała mu firma? Może stracił pracę i nie ma pieniędzy, aby pomagać. Jak wówczas zachowałeś się wobec tej osoby? Czy nadal np. wysyłasz jej kartkę na święta?

Dlatego zastanawiasz się pewnie jakie kroki należy postawić, aby pielęgnować dobre stosunki ze swoimi Darczyńcami? Napiszę o tym przy następnej okazji. Nazwaliśmy to cyklem Gnyszki. Teraz chcę, abyś tylko zrozumiał jak bardzo jest to istotne i jak zaskakujące efekty może przynieść.

Pamiętaj, że nie obrażę się jeśli podasz dalej ten wpis na jedną ze swoich ulubionych społecznościówek 😉

komentarzy